Connect with us
img

Super News

Czy jeszcze warto inwestować w złoto?

Czy jeszcze warto inwestować w złoto?

WIADOMOŚCI FINANSOWE

Czy jeszcze warto inwestować w złoto?

fot. Pla2na / ShutterstockPo tym, jak notowania złota zaliczyły solidną korektę, pojawiły się
wątpliwości, czy jeszcze warto inwestować w królewski metal. Zawsze zdumiewało
mnie, dlaczego inwestorzy nie zadają sobie tego typu pytań, gdy interesujący
ich walor mocno rośnie w cenie.

Gdy latem dolarowe notowania
złota ustanawiały historyczne rekordy i po raz pierwszy przekroczyły poziom
2 000 USD za uncję, mało kto pytał, czy warto inwestować w złoto. Było to
wtedy „oczywiste”, bo przecież królewski metal szybko zyskiwał na wartości.
Wątpliwości pojawiły się, gdy złoto zaliczyło korektę, do końca listopada
tracąc blisko 15% względem sierpniowego rekordu.
/ Bankier.pl
Czy jeszcze warto w to wchodzić? Czy
złoto „się skończyło”? Czy to już koniec hossy? A nie lepiej wrzucić pieniądze
w akcje? Przecież taka Tesla w tym roku dała zarobić 580%. Po co komu ten
„barbarzyński relikt”? Takie pytania zdradzają, że ich autorzy nie rozumieją,
czym jest złoto i dlaczego ktoś trzyma je w portfelu. Zatem wróćmy do podstaw.
Złote fundamenty
– Na początku wyjaśnijmy sobie,
czym złoto nie jest. Przede wszystkim nie jest to cudowny wehikuł inwestycyjny,
który pozwoli zarabiać po kilkanaście procent rocznie i to niezależnie od
koniunktury gospodarczej. Nie prawdą jest też, że ceny złota będą poruszać się
cały czas w górę i że nigdy nie spadną. Inwestycja w złoto jak każda inna wiąże
się z ryzykiem i często z dużą zmiennością stóp zwrotu – tak
pisałem o złocie 10 lat temu i zdania nie zmieniłem.
Zapraszamy na Dzień Złota i Srebra w Bankier.pl
Złoto nie oferuje
100-procentowego bezpieczeństwa kapitału (zresztą z definicji żadna inwestycja
tego nie oferuje). Nie gwarantuje uniknięcia strat, tak samo jak nie zapewnia
zysków. Fakt, że złoto przez wielu uważane jest za uniwersalny pieniądz i że
pełni tę funkcję od jakichś 5 000 lat, jeszcze nie oznacza, że tak będzie
nadal. Owszem, jest to prawdopodobne, ale na rynku nigdy nic nie jest pewne.
Równocześnie złoto nie jest zwykłym surowcem. Raz, że praktycznie w ogóle nie
jest zużywane w procesach produkcyjnych. Dwa, ze względu na swą historyczną i
współczesną rolę aktywa rezerwowego jest traktowane w sposób szczególny
przynajmniej przez część inwestorów.
Niezależnie od zmieniających się
systemów monetarnych złoto jest bezpiecznym środkiem gromadzenia i
przechowywania majątku nawet w bardzo długim czasie. Znajduje się ono
poza jurysdykcją rządów, które łatwo mogą cię pozbawić nieruchomości czy
oszczędności złożonych na bankowych lokatach, a złoto możesz w każdej chwili
zabrać ze sobą i dysponować nim według własnego uznania. Pozostaje też ostatnim
materialnym elementem w już prawie całkowicie niematerialnym światem finansów, z którego wypierana jest fizyczna gotówka.
Złoto zachowuje siłę nabywczą
(aczkolwiek zmienną w czasie) w długim i bardzo długim terminie, czego nie
można powiedzieć o pieniądzu fiducjarnym, którego wartość maleje z roku na rok i
ostatecznie zawsze spada do zera. Złoto jest dobrym aktywem na trudne czasy,
ponieważ w przeciwieństwie do akcji czy obligacji jest pozbawione ryzyka
kredytowego. Złoto po prostu nie może zbankrutować. Jest aktywem funkcjonującym niezależnie od rządu, banku centralnego i
systemu prawnego. Nie potrzebuje infrastruktury technicznej. Jest anonimowe,
jednorodne i mobilne. Łatwo zmienia też właściciela.
Złoto w portfelu inwestora
Owszem, złoto może być
przedmiotem spekulacji jak każdy inny walor. Można je kupić dziś z zamiarem
odsprzedania po wyższej cenie za kilka dni, tygodni czy miesięcy. Może nie tyle
fizyczny metal, co prędzej jakiś ETF, certyfikat, kontrakt terminowy czy CFD. W
spekulowaniu złotem nie ma nic złego, tak samo jak w spekulacji na rynkach
akcji, walut czy surowców.
Jednakże ze względu na swą rolę
złoto często jest obiektem inwestowania długoterminowego. Jest to inwestycja
typu „wystrzel i zapomnij”. Czyli coś, co inwestor chce trzymać w swoim
portfelu właściwie bezterminowo. Choć zarazem nie warto z góry wykluczać
możliwości zamieniany żółtego metalu na jakieś inne cenne aktywo:
nieruchomości, akcje czy w pilnych potrzebach nawet na gotówkę. Inwestując w
złot,o warto jednak pamiętać, że nie jest ona celem samym w sobie. Nie kupujemy
złotych sztabek czy monet po to, aby ładnie prezentowały się w sejfie. Inwestor
traktuje je raczej jako polisę ubezpieczeniową, chroniącą resztę portfela
inwestycyjnego na wypadek pojawienia się jakiegoś nieszczęścia.
Poza absolutnie krańcowymi
sytuacjami (typu klęska żywiołowa, wojna, rewolucja, hiperinflacja,
wprowadzenie totalitarnej władzy) złoto
ma sens tylko jako najbardziej defensywna część portfela inwestycyjnego.
Jeśli przez następne 20-30 lat cena złota spadnie, to prawdopodobnie będę się z
tego cieszył. A to dlatego, że stałoby się to tylko w sytuacji wieloletniej
gospodarczej prosperity, utrzymania wolności obywatelskich oraz wysokich stóp
procentowych połączonych z relatywnie niską inflacją. W takim scenariuszu złoto
długoterminowo zapewne przyniesie nam straty, jak to np. miało miejsce w latach
80. i 90. XX wieku. Ale czy kogoś to wtedy martwiło? Były to przecież
dekady globalnego rozwoju gospodarczego, upadku komunizmu, postępu
technologicznego i stóp procentowych z reguły wyraźnie przewyższających
inflację. Inwestor zarabiał wtedy krocie na nudnym i zrównoważonym portfelu
składającym się z akcji blue chipów i obligacji skarbowych.
Jaka jest jednak szansa, że przed
nami powtórka „złotych dekad” z końca XX wieku? W mojej ocenie raczej
niewielka. Za zdecydowanie bardziej prawdopodobny uważam scenariusz z lat
70., czyli mizerny wzrost gospodarczy w warunkach wysokiej inflacji,
wysokiego zadłużenia i nasilających się napięć w systemie finansowym.
Cztery role złota
Podstawowym zadaniem złota w zdywersyfikowanym i długoterminowym
portfelu inwestycyjnym w mojej ocenie jest ochrona przed tzw. ryzykiem
systemowym rozumianym jako załamanie się krajowej waluty, upadkiem systemu bankowego
czy niewypłacalności rządu. Dla inwestora z Polski jest to po prostu
najprostszy i najbezpieczniejszy sposób na dywersyfikację geograficzną.
Zwłaszcza w sytuacji, gdy w jednym kraju mieszkamy, pracujemy, prowadzimy
biznes i inwestujemy.
Po drugie, „domieszka” złota
stabilizuje stopy zwrotu całego portfela inwestycyjnego. Historycznie złoto
jest bardzo słabo skorelowane z rynkiem akcji i nierzadko radzi sobie
nadzwyczaj dobrze, gdy na giełdach obserwujemy gwałtowne spadki. Rozsądny udział złota pozwala
zmniejszyć zmienność osiąganych stóp zwrotu, co pozwala inwestorowi na
spokojniejszy sen.
Po trzecie, w warunkach
nieustannej utraty siły nabywczej przez fiducjarny pieniądz (tj. pieniądz bez
wartości wewnętrznej, którego wartość oparta jest jedynie na wierze oraz na
przymusie jego stosowania) złoto pozostaje znakomitym środkiem tezauryzacji.
Może i złoto nie płaci odsetek,
ale w obecnych czasach nie płacą ich także lokaty bankowe oraz obligacje
skarbowe. Za to przez ostatnie 30 lat złoto dla inwestora z Polski generowało
całkiem przyzwoitą aprecjację kapitałową. Średnioroczna stopa zwrotu (CAGR) ze
złota wyrażona w PLN za ostatnie 5 lat wyniosła blisko 9%, a za poprzednie 10
lat 5,1%. Rzecz jasna historyczne osiągnięcia w żaden sposób nie gwarantują
podobnych wyników w przyszłości, ale statystyka jest dość wymowna. Przez
ostatnie 30 lat tylko 9 razy zdarzyło się, aby w danym roku cena złota wyrażona
w polskiej walucie spadła. W tym zaledwie 4 razy spadła o więcej niż 5%.
Wyraźnie ujemne osiągi złota w
PLN przytrafiały się głównie w tych latach, gdy całkiem nieźle spisywały się
polskie akcje (np. w roku 2004, 2013 czy 2017). Złoto będące stabilizatorem
portfela polskiego inwestora giełdowego spełniało swoją funkcję, nierzadko
notując najlepsze „przebiegi” w czasach największych bess na GPW (jak w 2008
roku, gdy WIG spadł o 51%, a złoto podrożało o 26%).
Po czwarte, w cenę złota
wbudowana jest swoista opcja związana z tzw. globalnym resetem. Funkcjonujący od
przeszło 40 lat system petrodolara prawdopodobnie dożywa swych dni. System
nielimitowanej kreacji pieniądza opartego o dług prawdopodobnie osiągnął kres
swoich możliwości. „Pompowanie” pieniądza (czyli nowego długu) w gospodarkę nie
prowadzi już do wzrostu gospodarczego – od dekady PKB w wielu krajach rośnie
wolniej niż zadłużenie. Prędzej czy później ten nieproduktywny dług stanie się
nie do udźwignięcia i wymusi gwałtowną zmianę systemu monetarnego. Istniej
dobra szansa, że po tym „globalnym resecie” złoto w jakiejś formie powróci do
systemu finansowego. Jeśli tak się stanie, to będzie to powrót przy znacznie
wyższej cenie. Ta „opcja resetu” jest obecnie w mojej ocenie wyceniana przez
rynek bardzo nisko.
Cena cenie nie jest równa
Na notowania złota zwykle patrzy
się przez pryzmat dolara amerykańskiego. „Cena” złota to tak naprawdę kurs
walutowy XAU/USD. Ale z punktu widzenia inwestora żyjącego w Polsce i
planującego finalną „konsumpcję” swoich inwestycji w naszym kraju bardziej
liczy się kurs XAU/PLN. Czyli cena złota wyrażona w polskich złotych. Ponieważ
w ostatniej dekadzie złoty był słaby, a dolar mocny, to i wyniki złota
przeliczone na PLN wypadały na ogół lepiej niż w USD.
/
W przypadku analizy notowań w
dłuższym okresie warto też odróżnić ceny realne od cen nominalnych. Ceny nominalne
to te, które widzimy na wykresie. Lecz aby uczciwie porównać je do cen sprzed
np. 30 lat, powinno się je sprowadzić do wspólnego mianownika, uwzględniając
zmianę wartości pieniądza w czasie. Przecież rekordowe 850 dolarów zapłacone za
uncję złota w styczniu 1980 roku miało kompletnie inną (czytaj: znacznie
wyższą) siłę nabywczą niż obecne 850 USD.
Realna (niebieska linia) i nominalna (czarna linia) cena uncji złota w latach 1968-2020. / Denver Gold Group.
Zatem rekord z roku 1980 liczony
we współczesnych dolarach (przeliczonych według oficjalnej inflacji CPI
podawanej przez Biuro Statystyki Pracy) wynosiłby ok. 2 850 USD za uncję. Jak
widać, to wciąż znacznie więcej niż nominalnie rekordowe 2 078 USD/oz. z
sierpnia 2020 roku.
Ile złota w portfelu?
Nie istnieje coś takiego jak uniwersalny
i optymalny udział złota w portfelu inwestycyjnym. W przypadku każdego
inwestora wartość ta będzie zapewne inna i będzie zależała od jego horyzonty
inwestycyjnego, planów życiowych, obecnej sytuacji finansowej oraz osobistej
percepcji rzeczywistości. Niemniej jednak jestem przekonany, że pewna – nawet niewielka
– ilość złota w portfelu ma w obecnych czasach większy sens niż w poprzednich
dekadach.
Ile powinien wynosić ten udział,
jest prywatną sprawą każdego inwestora. Warto też pamiętać, aby nie
był on zbyt duży. Przeważanie portfela złotem także jest ryzykowne i w razie
realizacji bardziej optymistycznych scenariuszy okaże się bardzo kosztowny.
Dlatego udział większy niż 20-25% postrzegam jako bardzo ryzykowny. To wybór
tylko dla skrajnie pesymistycznych inwestorów szykujących się na naprawdę
fatalny scenariusz na najbliższe dekady.

Debata Bankier.pl organizowana w ramach Dni Złota i Srebra / Bankier.pl
Źródło:


Source link

Continue Reading
You may also like...

More in WIADOMOŚCI FINANSOWE

To Top
error: Content is protected !!